O autorze
Filozof prawa i konstytucjonalista, publicysta, bloger

Przełom smoleński i (domniemany) agent Macierewicz

Kaczyński zmienia narrację smoleńską. Czy przejrzał agenturalność Macierewicza?

W cieniu niedoszłej konfrontacji między kontr-manifestacją a miesięcznicą znalazły się słowa samego Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszone ze stołeczka na miesięcznicy. To zresztą znamienne, że nikt go już za bardzo nie słucha, sądząc, że będzie recytował swoje comiesięczne “Dochodzimy do prawdy”.



Tymczasem – nie. Przemówienie Kaczyńskiego zawierało tym razem kompletnie inne podejście i inny plan na dalsze miesięcznice. Cytuję za autentycznym źródłem, bo PiS-owskim biuletynem internetowym pod nazwą wpolityce.pl:

Będziemy kontynuowali nasze marsze do momentu, aż staną pomniki upamiętniające śp. Lecha Kaczyńskiego, upamiętniające wszystkich, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. (...) Mam nadzieję, że wtedy będziemy też dużo wiedzieli o przyczynach katastrofy, o tym co się stało. Poważne badania są w toku, będziemy wiedzieli jak było. Możliwe, że nie dowiemy się na pewno wszystkiego, ale może bardzo dużo i wtedy będziemy mogli powiedzieć, co się wydarzyło w Smoleńsku”.

Z tego fragmentu wynikają następujące, bardzo ważne i zupełnie nowe przekazy:

Po pierwsze – podany został nowy punkt czasowy, od kiedy miesięcznice przestaną być zwoływane. Dotychczas – był to moment ogloszenia „prawdy o zamachu”. Teraz – dużo bardziej realistyczny plan wzniesienia pomników. Gdy staną już te pomniki, Kaczyński będzie mógł wyjść z twarzą i zakoczyć te absurdalne seanse religii smoleńskiej.

Po drugie – Kaczyński po raz pierwszy dał sobie furtkę odejścia od dochodzenia do rzekomej „prawdy”, odmiennej od wyjaśnienia podanego w raporcie Millera, a mianowicie przyjął, że być może pełna prawda nigdy nie będzie znana. A zatem główny filar religii smoleńskiej, a mianowicie, że zostanie obnażona pełna i niepodważalna prawda o zamachu – został oficjalnie podważony przez samego lidera.

W ten sposób Kaczyński rakiem wycofał się z dotychczasowej wersji i ułatwił sobie wyjście z sytuacji, która coraz bardziej stawała się groteskowa: oto nowy rząd już od ponad roku ma wszystkie możliwe narzędzia i pieniądze do „odkrycia prawdy”, a tymczasem miesięcznice są potrzebne, by tego „odkrywania” domagać się, jak gdyby oporna prawdzie Platforma nadal rządziła.

Wypowiedź Kaczynskiego jest też okrężnym, ale bardzo silnym wotum nieufności wobec Macierewicza. Oto dowiadujemy się, wbrew stałym zapewnieniom Macierewicza o podkomisji na prostej drodze do najprawdziwszej prawdy, że może „nie dowiemy się wszystkiego”. To za co ta podkomisja bierze pieniądze? Farsa z bombą termobaryczną i ucieczką Berczyńskiego musiała Kaczyńskiego przekonać, że Macierewicz skompromitował całą sprawę dochodzenia do smoleńskiej prawdy.

Być może Kaczyński połączył w swym umyśle – mądrze, moim zdaniem – kilka niezbitych faktów dotyczących Macierewicza, układających sie w spójny obraz, obok absolutnej kompromitacji drogiej Kaczyńskiemu wersji o zamachu:

Macierewicz skutecznie osłabił militarną zdolność polskich sił zbrojnych:
• doprowadzając do ustąpienia wszystkich czołowych dowódców z NATO-wskimi certyfikatami,
• osłabiając więzy sojusznicze z zachodnimi aliantami („odbicie” warszawskiej centrali wspólnego wywiadu),
• przeznaczając kolosalne pieniądze na „lato leśnych ludzi” czyli na OT, podczas gdy te środki można byłoby przeznaczyć na dodatykowe zbrojenia i szkolenia prawdziwego wojska,
• oddalając ad calendas graecas zakup śmigłowców bojowych w wyniku odwołania kontraktu na Caracale,
• wreszcie opierając główną siłę bojową polskiej armii na obiecanym uzbrojeniu amerykańskim (mityczne Patrioty), ktore w najlepszym wypadku przyjdzie w 2022 roku.

Wszystkie te działania są doskonale spójne z wcześniejszymi akcjami Macierewicza, też spełniającymi idealnie interesy Rosjan, np sparaliżowaniem polskiego wywiadu wojskowego (WSI) i ogłoszeniem jego sposobów działania i tożsamości operatorów (przy upewnieniu się, że Rosjanie najpierw dostaną raport od rosyjskiej tłumaczki).

Wszystko to składa się na jednoznaczną funkcję agenturalną, wypełnianą w Polsce przez Macierewicza dla Rosjan. Analiza „cui prodest” (komu to przynosi korzyść) jest nieubłagana. A szczegółow, jak i przy współpracy z kim Macierewicz to robi, dostarczył właśnie Tomasz Piątek.

Pozostaje tylko jedno pytanie: dlaczego sam Macierewicz, w końcu człowiek z kartą dysydencką, to wszystko robi? Być może jest to pytanie, na które mogłby odpowiedzieć tylko psycholog lub psychiatra. Ale może niekoniecznie; może wystarczy ekspert bezpieczeństwa. Być może hipoteza o szantażowaniu przez Rosjan nie da sie wykluczyć. Rosjanie nie raz i nie dwa to robili, wykorzystując np. wątki obyczajowe, zwłaszcza w krajach pruderyjnych i homofobicznych. Misiewicz?
Trwa ładowanie komentarzy...