O autorze
Filozof prawa i konstytucjonalista, publicysta, bloger

„That’s trouble. That’s tough” – mówi żółtowłosy prostak

Odczytując bez zrozumienia przygotowane dla niego wcześniej przemówienie, Trump użył od siebie takich słów, jakie podyktowało mu własne zrozumienie sytuacji, o której mówi.

W trakcie swej ckliwej opowiastki o wybranych (bardzo jednostronnie, o czym poniżej) kartach z dziejow polskiej historii, Prezydent Trump raz oderwał się od telepromptera i zaimprowizował. Gdy w czytaniu na głos doszedł do tragicznej podwójnej inwazji na Polskę w 1939 roku, z Zachodu i ze Wschodu, Trump na chwilę przestał czytać i dodał, całkowicie od siebie: "That’s trouble. That’s tough”, co można luźno przetłumaczyć jako: “No i mamy kłopot. Jest ciężko”.



Idiotyzm takiego scharakteryzowania podwójnej napaści na Polskę jest oczywisty. Słowa te pasują ewentualnie do opisania sytuacji rzutu karnego w meczu piłkarskim na minutę przed końcowym gwizdkiem, ale nie rozbioru państwa, poprzedzonego okrutną agresją. Mam wrażenie, że w jakichś 50 procentach taki wybór słów wynika ze znanej niegramotności Donalda Trumpa (wpisując się w księdze pamiątkowej w Yad Vashem napisał: „So amazing + will Never Forget"), ale też i z autentycznego braku wiedzy i inteligencji. Odczytując bez zrozumienia przygotowane dla niego wcześniej przemówienie, użył od siebie takich słów, jakie podyktowało mu własne zrozumienie sytuacji, o której mówi. Zrozumienie to jest mikre – by użyć najłagodniejszego określenia.

Idiotyzm wzmianki Trumpa „od siebie” stoi w kontraście z euforią polskiej prawicy, która wpadła w małpi entuzjazm, że oto Prezydent USA mówi ładnie o Polsce. Najbardziej radował się mój ulubieniec Piotr Zaremba, który pochwaliwszy się kilkakrotnie, że komentował przemówienie Trumpa dla nie byle kogo, bo dla TVP, wpisał już i przemówienie i mówcę do historii.

Może tam się znajdą, ale z jaką oceną?

Trump w swoim przemówieniu użył słowa „demokracja” raz (w przemówieniu warszawskim George’a W. Busha w 2001 padło ono 13 razy, w przemówieniu Obamy w 2014 roku – 9 razy). Ale oczywiście Trump wiedział do kogo mówi i nie chciał swym gospodarzom robić przykrości, zupełnie jak w Arabii Saudyjskiej gdzie też tematu demokracji nie poruszał, i to z tych samych przyczyn. Historia Polski zubożona została o pierwszą „Solidarność” – znów, by nie robić przykrości Jarosławowi Kaczyńskiemu, który wtedy dużo spał. Wałęsę Trump przywitał i pozdrowił, ale już w przemówieniu nie wymienił, by nie robić przykrości plebsowi, który na Placu Krasińskich twórcę Solidarności wygwizdał.

Arabia Saudyjska, Polska… Za każdym razem Trump wybrał sobie stopover gwarantujący ciepłe przyjęcie po drodze do miejsc, w których „That’s trouble. That’s tough”.
Trwa ładowanie komentarzy...