O autorze
Filozof prawa i konstytucjonalista, publicysta, bloger

Biedny Duduś, biedna Polska

Antek Świr, jak można się było spodziewać, totalnie Dudusia olał, a Prezes na dodatek zmarszczył brwi, że nie podoba mu się polityka epistolarna, w wykonaniu Dudusia, oczywiście.

W akcie niezwykłej wręcz odwagi, takiej szaleńczej i straceńczej brawury, Duduś napisał kolejny list do Antka Świra z prośbą o odpowiedź na list sprzed paru miesięcy.



Nie, nie chodzi o masowe odchodzenie generałów ani o uzbrajanie zwariowanych rekonstruktorów pod hasłem obrony terytorialnej. Chodzi o… ataszaty. Tak, Duduś bardzo, ale to bardzo zaniepokoił się o obsadę polskich ataszatów. A już osobliwie w Zanzibar i San Escobar.

Antek Świr, jak można się było spodziewać, totalnie Dudusia olał, a Prezes na dodatek zmarszczył brwi, że nie podoba mu się polityka epistolarna, w wykonaniu Dudusia, oczywiście.
Duduś potulnie wycofał się, wysyłając do mediów swych adiutantów, by odpowiednio zdementowali, zaprzeczyli i przeprosili. On tylko tak, nie naprawdę, a poza tym czy naprawdę nie wolno tylko pytać?

Biedny, biedny Duduś. Upokorzony, ośmieszony i sprowadzony do właściwego rozmiaru – czyli do zera, jakim przecież jest. Może teraz wrócić do tego, co najbardziej lubi – czyli spoitkań z ludnością Wałbrzycha oraz wymianą myśli z Ruchadełkiem Leśnym.

Biedny Duduś, ale i biedna Polska. Czym sobie zasłużyła na takiego prezydencika? Jedwabne, marzec 1968, inne hańby – ale w sumie ani więcej ani mniej niż w innych państwach europejskich. Tym Dudusiem nas zdzieliło całkiem niesprawiedliwie.
Trwa ładowanie komentarzy...