Orzełek biały

Nieszczęsny, stale przerażony, ogłupiały ze strachu przed Prezesem, Andrzej Duda wychynął z kieszeni Jarosława i przyznał „Ordery Orła Białego”.

Jak wszystko, czego dotknie, nawet i taki czysto symboliczny akt jest lipą. Bo zgodnie z prawem, Ordery przyznaje Kapituła. Z samej swej natury – jest ona ciałem kolektywnym. Ponieważ żaden uczciwy człowiek nie zgadza się być w tej kapitule przy Andrzeju Dudzie, zatem, jak podaje oficjalna strona Prezydenta RP, obecna Kapituła ma następujący „skład”:

„Skład Kapituły:

1. Prezydent RP Andrzej DUDA - Wielki Mistrz Orderu, przewodniczy Kapitule
2. Kanclerz Orderu – wakat
3. Sekretarz Kapituły – wakat
4. wakat
5. wakat
6. wakat”


A zatem, zgodnie z zawołaniem: “Ilu tam was?” – „Raz”.

Już to samo kompletnie kompromituje wczorajszą imprezę tzw. przyznania tzw. Orderów. Mają one dokładnie tyle wartości, co nocne zaprzysiężenia „sędziów” i inne bezprawne działania Andrzeja Dudy. Zdawało się, przynajmniej tak niekontrowersyjnej czynności nie jest w stanie Duda spsić. A jednak – potrafi.

Żal oczywiście Bogu ducha winnych „laureatów”, uczestniczących w tej farsie – poza Bronisławem, Wildsteinem, rzecz jasna: grafomanem i szkodnikiem, którego konto na zawsze będzie obciążone opublikowaniem listy, na której na równi znaleźli się inwigilowani i inwigilujący. Lista Wildsteina była analogiczna do listy „zamieszanych w kradzież” – czyli zawierającej, bez rozróżnienia, nazwiska złodziei i okradzionych.

Na szczęście, Andrzej Duda właściwa miarę odnalazł (bezwiednie) w laudacji dla Wildsteina, nazywając go „niezłomnym”. Ponieważ Duda sam siebie określa właśnie tak, tym razem ściągnął Wildsteina do właściwego poziomu.

I tylko szkoda tego pięknego odznaczenia. Nawet to zepsuł. Takim nas zdzieliło Prezydentem…